Jeszcze kilka dni temu byłem w watasze mojego ojca, ale już nie jestem.
A było to tak :
Siedziałem sobie jak zwykle w jaskini alf, tak byłem alfom i to była
moja jaskinia. No więc, gdy przyszedł mój starszy brat Dragon, zaczął mi
jak zwykle dokuczać. Potem poszedłem nad jezioro spotkać się z moją
dziewczyną Luną. A potem, a potem, a to już nie ważne.
Te dni w watasze ojca były takie same, brat ciągle mi dokuczał, aż w końcu przegiął.
- Zabije cię! - krzyknąłem.
- Ta akurat! - odpowiedział.
Niestety poniosło mnie i...i...i zabiłem go!
- Co ja zrobiłem!
Na następny dzień starszyzna wygnała mnie z watahy.
- Zabije wasz wszystkich, a gdy już Was pozabijam poukładam sobie życie odnowa. - powiedziałem i uciekłem w las.
Jak powiedziałem tak zrobiłem.
Błąkałem się długo. Pewnego dnia zza krzaków doszły mnie dziwne dźwięki.
Była to wadera. Wyskoczyłem Jej pod łapy i powiedziałem.
- Hejka jestem Blood, a ty?
- Jestem Nesty.
- Nie wiesz przypadkiem gdzie jest jakaś wataha?
- Tak się składa, że prowadzę watahę.
- Mógłbym dołączyć?
- Oczywiście.
Potem śliczna wadera zaprowadziła mnie do mojej jaskini.
- Oprowadziła byś mnie po watasze, bo mogę się zgubić?
<Nesty, co ty na to?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz